Mistrzostwa Europy w Monachium dla profesjonalnych zawodników były rywalizacją na dystansie olimpijskim. Ostatniego dnia zmagań o tytuł najlepszych w swoich kategoriach na dystansie sprinterskim rywalizowali age-grouperzy. Polskę reprezentowało łącznie 41 triathlonistek i triathlonistów. Najlepszym wynikiem może pochwalić się Natalia Krawczyk, która w swojej kategorii K 30-34 wywalczyła brązowy medal.
Postanowiliśmy oddać głos zawodniczkom i zawodnikom. Zapytaliśmy ich o wrażenia podczas imprezy w Niemczech. Oto jak podsumowali zawody w Bawarii.
Agnieszka Gadomska:
Pływanie po trójkącie, w spokojnym jeziorze, dobrze rozstawienie bojek umożliwiło dobrą nawigację, choć płynąc rownolegle do brzegu i po drugiej nawrotce trochę raziło słońce. Woda w jeziorze czysta i spokojna – idealne warunki do pływania.
Etap kolarski minął mi tak szybko, a jazda w grupie pochłonęła tak bardzo, że nie było miejsca na zastanawianie się nad trasą, ale była ona bardzo prosta i nie wymagała dużych umiejętności technicznych. Były chyba tylko z dwa zakręty 90 stopni, z dwa niewielkie podjazdy na most/wiadukt, dziury w asfalcie tylko nieliczne, trochę więcej studzienek. Było szybko!
Trasa biegowa w Parku Olimpijskim trochę kręta i dość płaska. Gdyby nie 400-metrowy konkretny podbieg, na którym nie wiadomo czy się jeszcze biegło czy już szło. Przebiegnięcie przez niebieski dywan na około 3,5 km oraz gromki doping kibiców zgromadzonych na trybunach niesamowicie niósł. Na trasie dopingował mnie też trener, co dodatkowo dodawało skrzydeł.
Rywalizacja była wyrównana dzięki wspólnemu startowi. Troszkę mniej myślało się o niej na rowerze, bo współpracowało się w grupie i działało po części wspólnie. Bieg to już indywidualna rywalizacja, wyprzedzanie kolejnych zawodniczek (niestety nie z mojej kategorii) i walka do końca.
Poziom zawodów był bardzo wysoki. Bez porównania do zeszłorocznych ME Sprint w Walencji czy tegorocznych ME Standard w Olsztynie. Dopiero te zawody zweryfikowały, na jakim poziomie jest się w stawce europejskiej. Startowało wielu zawodników którzy jeszcze niedawno ścigali się w Pro, co dodatkowo podwyższyło poziom rywalizacji
Jestem bardzo zadowolona ze startu, zachwycona konwencją startu z draftingiem. Czy czuję niedosyt że nie znalazłam się w Top 5? Raczej nie, bo na obecny stopień wytrenowania zrobiłam, co mogłam. A jak poprawię bieganie to będzie można myśleć, co dalej.
Organizacja na najwyższym poziomie. Genialne miejsce. Ogrom kibiców. Świetna atmosfera. Wszystko dopięte na ostatni guzik.
Monika Małecka:
Organizacja zawodów na najwyższym światowym poziomie.
Szczegółowość oznaczenia trasy była tak dokładna, że z mapek poglądowych mogliśmy się dowiedzieć, w którym miejscu zmieni się strona padania cienia. Liczba kibiców na trasie, w trakcie startów elity jak i amatorów była niesamowita, a doping jaki serwowali każdemu zawodnikowi bez większego znaczenia, czy był z czołówki, czy zamykał tył był przeogromny.
Jesteśmy amatorami, dla których uprawianie tego sportu to hobby. Chociaż na wyścigach dajemy z siebie wszystko ,wkładając całe swoje serca i przygotowujemy się do nich prawie jak pro, to ostatecznie robimy to dla przyjemności i na takie zawody najzwyczajniej (przynajmniej ja) wróciłabym.
Formuła zawodów z draftem to też zupełnie inny wymiar rywalizacji. Dla mnie zdecydowanie bardziej interesujący, chociaż jest znacznie więcej zmiennych niezależnych od nas, mających ogromne znaczenie na wynik końcowy.
Bez wchodzenia w szczegóły, samego przebiegu rywalizacji: MŚ w Montrealu oceniam lepiej (ta sama formuła, ten sam dystans). Z powodu ciągnących się od maja problemów z barkiem właściwie nie pływam, a tutaj słabe pływanie może oznaczać „być albo nie być”. Tymczasem kuruję nogę i dbam o 6 szwów które zaserwował mi mój tower na prawej kostce i mam nadzieję, że jeszcze w tym sezonie uda mi się wystartować.
Justyna Baran:
Mistrzostwa Europy w Monachium były na bardzo wysokim poziomie: zarówno organizacyjnym, jak również urozmaiconym według trasy.
Pływanie oddalone o około 12 km od Olympiapark w miejscowości Karsfeld. Trasa rowerowa fajna, przy czym konwencja triathlonu z draftem. Bardzo urozmaiciło całą rywalizację. Bieganie trudne technicznie, z długim ostrym podbiegiem, jednakże w przepięknej scenerii Olympia Parku. Całość na wielki plus dla organizatorów. Wielkie przeżycie dla zawodników. Europejski poziom bardzo wysoki. Swój start oceniam dobrze, wszystko zgodnie z planem.
Adam Proń:
Na wstępie trzeba podkreślić, że Niemcy wpadli na świetny pomysł, aby w jednym terminie, w jednym miejscu zorganizować mistrzostwa Europy w wielu dyscyplinach. Dlaczego to taki dobry pomysł? Przede wszystkim spowodowało to, że na części trasy kolarskiej oraz całej trasie biegowej triathlonu było wielu kibiców także innych dyscyplin.
Czuło się, że miasto żyje sportem. Trasa biegowa w legendarnym miejscu Olimpiady – trudno wyobrazić sobie lepsze miejsce. Pływanie w małym uroczym akwenie, woda bardzo ciepła na granicy zakazu pianek. Pogoda piękna, brak jakichkolwiek fal. Start falami AG. Po prostu pięknie. Trasa rowerowa o 2 km dłuższa niż standardowe 20 km. Urokliwa, wiejskie klimaty, ostatnie 3-4 km to już Monachium. Płaska. Bieganie nie na życiówkę – duży podbieg w Olimpiapark. Jak już wspominałem dużo kibiców , którzy poprzez głośny doping (Poland Go! Go! Go! ) dodawali rzeczywiście mocy.
Dystans sprint to nie jest “mój”, ponieważ, delikatnie mówiąc, nie najlepiej pływam. Toteż wiedziałem, że rower będzie samotny (drafting był legalny) tym bardziej, że moja grupa wiekowa startowała jako ostatnia.
Niespodzianką było, że jak na mnie nie najgorzej popłynąłem. Około 20 zawodników z wody wyszło za mną, ale niestety i tak na rowerze jechałem sam, więc siłą rzeczy rower nie mógł być rewelacyjny. Bieganie już w pełnym słońcu. Około 10 rano było już 26 stopni. Stromy podbieg dał się we znaki większości zawodników.
Korzystając z okazji, naprawdę muszę w imieniu swoim i wszystkich zawodników podziękować Polskiemu Związkowi Triathlonu za perfekcyjną organizację naszego uczestnictwa w mistrzostwach. Czuliśmy się zaopiekowani przez Karolinę Turewicz i Filipa Szolowskiego z PZTri .
Poziom Mistrzostw Europy w triathlonie sprint był kosmiczny. Niesamowicie wysoki. Mam porównanie z mistrzostwami świata, na których też reprezentowałem Polskę w Kanadzie w Montrealu. W Monachium poziom był zdecydowanie wyższy. W mojej kategorii wygrał Anglik, który wygrał open całe mistrzostwa Europy w Olsztynie na dystansie Standard.
Tomasz Domżalski:
Trasa – to rzeczywiście punkt, nad którym my amatorzy często skupiamy się bardzo, zwłaszcza po starcie, wylewając żale i pretensje do natury i organizatorów, że tak niełaskawie podeszli do startujących. Woda ciepła i w miarę przejrzysta, trasa kolarska nie za trudna, ale też nie banalnie prosta. Było kilka zakrętów, wysepek, studzienek, ale wciąż w granicach normy. Jeżeli udało się złapać grupę, można było jechać bardzo szybko.
Sędziowie pilnowali draftujacych nie w swoich grupach, choć na pewno nie było to najłatwiejsze. Bieganie w centrum olimpijskim, można słuszniejsze miejsce znaleźć w Monachium? Nie sądzę. Trasa wymagająca, atmosfera rekompensowała ten mocny podbieg, o którym wszyscy mówili.
Rywalizacja – zacięta ale fair play i na luzie. Dało się odczuć ducha sportu i to, że amatorzy z całej Europy robią, to dla zabawy a nie dla turbo wyników choć miękkiej gry też nie było.
Ocena poziomu zawodów jest względna, ale na pewno kultura fizyczna w Europie ma coraz wyższy poziom, co widać zwłaszcza po wynikach pływania i roweru. Było kilku bardzo mocnych zawodników. To cieszy – osobiście lubię ścigać się z mocniejszymi.
Miałem zamiar czerpać garściami każdą sekundę tych zawodów. W wodzie aż nadto się nacierpiałem. Mocny rower, z założeniem aby jechać i pracować w grupie – wyszło bardzo dobrze. Bieg mam stosunkowo mocny, choć pewnie nie wszystko udało się wykrzesać. Zająłem 23. miejsce. Myślę, że można było wejść do pierwszej dwudziestki. Na pytanie trenera Mateusza Kaźmierczaka o swoją ocenę startu odparłem – 7/10.
ME AG w Monachium. Polacy ważną częścią wielkiego święta
Nasi Partnerzy
Jesteś zainteresowany współpracą?
Skontaktuj się